P o l s k i e W i e ś c i

Sunday, June 19, 2011

Wojciech Suchomski, astrolog finansowy: na giełdzie wszyscy jesteśmy wróżami

Wyodrębniłem cykl gospodarczy Jowisza i Plutona. Zawsze kiedy te dwie planety są po przeciwnych stronach ekliptyki, w Polsce jest kryzys gospodarczy. Tak było w grudniu 1975, kwietniu 1988, maju 2001 i będzie w marcu 2014.

Wojciech Suchomski gra na giełdzie, opierając się na analizach astrologicznych. Jego strona internetowa Astrobiznes.pl cieszy się wielką popularnością

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski: Spotyka pan nieznajomego. I on pyta: "A pan, panie Wojciechu, to czym się zajmuje?". Co mu pan odpowiada?

Wojciech Suchomski: Jestem analitykiem giełdowym, biznesmenem. Tak, tak bym się przedstawił. Skończyłem finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim. Pracowałem w wielu instytucjach finansowych.

Na przykład?

- W banku w Polsce, ostatnio w banku Lloyds w Wielkiej Brytanii, byłem też analitykiem w kilku firmach.

A ta oryginalniejsza część pańskiej profesji?

- Aaa, rozumiem. Jestem analitykiem giełdowym, który stosuje cykle planet do prognoz giełdowych.

I w tym momencie ludzie raptownie robią wielkie oczy.

- Często tak. Ale po 10 minutach rozmowy widzę w tych oczach błysk zrozumienia.

Zgodnie ze stereotypem powinien pan przyjść do nas w powłóczystej szacie i spiczastej czapce, a w ręku powinien pan trzymać szklaną kulę. A pan w garniturze i pod krawatem

- No tak.

Jak wróż Maciej - wie pan, ten z telewizji, co ma na każdą osobę 10 sekund: "Czy starczy mi pieniędzy do dziesiątego?". "Nie. Następny proszę".

- Tak, widziałem go. Powiedziałbym, że jego metody są mocno nienaukowe, bo opierają się na intuicji.

Jakieś kulki tam ma, miesza i wyciąga, i ta kulka mu wszystko mówi.

- No cóż.

On też zajmuje się doradztwem biznesowym.

- Nie chcę tu podważać jego umiejętności, ale to nie są moje metody. Ja bazuję na zaawansowanych wyliczeniach statystycznych.

Że dany układ planet powoduje spadki lub wzrosty na giełdzie?

- Zupełnie nie tak. Nie używam słów, że "planety cokolwiek powodują". Ja układów planet - lub, jak to określamy, aspektów planet - używam jak zegarka. Gdy dwie planety znajdują się w określonym aspekcie, to w przeszłości działo się to i to. Na przykład cykl Saturna i Neptuna ma 67 proc. korelacji ze wzrostami i spadkami indeksu Dow Jones. Ale ja nie mówię, że planety to spowodowały. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że skoro o 15 odchodzi pociąg do Poznania, to zegarek spowodował, że pociąg odjedzie.

Skąd się to panu wzięło?

- Astrologia finansowa?

Tak.

- Od 1992 r. studiuję cykle planetarne.

Ale dlaczego?

- Moja siostra się tym interesowała. Mnie zaintrygowała jedna rzecz. Proszę zwrócić uwagę, że cykle planetarne są jedyną rzeczą, którą można wyliczyć na wiele lat naprzód. Mogę wyciągnąć w tym momencie z torby laptopa i pokazać, jak będzie wyglądał obraz nieba za 100 lat. Przez kilkanaście lat zastanawiałem się, jak można to zastosować w życiu. W 2006 r. doszedłem do wniosku, że cykle planetarne są idealne do stawiania prognoz giełdowych.

I jest pan skuteczny z tymi planetami?

- Mam kilka przykładów na piśmie, jeśli panowie nie dowierzają. Prowadziłem przez rok komentarze giełdowe w znanym serwisie dla inwestorów Stooq.pl. Tu na przykład pisałem, że w przyszłym tygodniu zbliża się gwałtowny spadek na giełdzie. To samo napisałem na swoim blogu. Ostrzegałem wszystkich. Łącznie z panią w banku, gdzie pojechałem wypłacić wszystkie oszczędności. Kupiłem za nie złote monety. Bałem się po prostu, że wszystkie banki się rozpadną.

Kiedy pan to napisał?

- 4 września 2008 r.

11 dni później upadł bank Lehman Brothers

- I giełda zjechała o 40 proc.

I jak zareagowali pańscy czytelnicy?

- Dostałem bardzo dużo podziękowań. Nie powiem, że 100 proc. ludzi, którzy to czytali, zastosowało się do moich porad. Ale to był początek. Tutaj była moja kolejna porada - poinformowałem, że skupuję przecenione akcje, bo moim zdaniem kończy się fala spadkowa.

I?

- To było 24 lutego 2009 r. Chwilę później giełda ruszyła do góry. W tym przypadku posłuchało mnie już wiele osób, dostawałem później maile, że było to świetne posunięcie. Niestety, sprzedałem akcje nieco za wcześnie i zarobiłem mniej niż mogłem.

To zaskakujące. Spodziewalibyśmy się, że pan cały czas odnosi sukcesy.

- Jak wspominałem, nie mam magicznej kuli, w której widzę przyszłość. Po prostu porównuję, jak zachowywał się rynek podczas takich samych układów planet w przeszłości, i że wtedy np. w 80 proc. przypadków były wzrosty. Tak może być w przyszłości, ale nie musi. Zdarzało mi się także wiele pomyłek.

Publikuje pan swoje wyniki inwestycyjne. Od 1 grudnia 2008 do 30 listopada 2010 wartość pańskiego portfela akcji zwiększyła się o 55,1 proc., natomiast wartość WIG20 - o 49,9 proc. To nie jest jakoś szczególnie powalające. Nasz specjalista od giełdy stwierdził, że w tym czasie nawet gdyby włożyć świński ogon w ziemię, to i on by urósł i zakwitł.


- Ja nie jestem funduszem inwestycyjnym, który cały czas musi wykazywać zyski. Giełda to dla mnie przyjemność. A te liczby podałem po prostu jako ilustrację działania swojej metody. Często dostaję pytania: Wojtek, a czy twoja metoda da mi 100 proc. rocznie? Ludzie, którzy mają mały kapitał, np. 5 tys. zł, oczekują, że on im się nagle powiększy o 100 proc. To mało prawdopodobne, na dodatek bardzo ryzykowne. 20-30 proc. zwrotu rocznie to jest bardzo dobry wynik.


Jest pan bogatym człowiekiem?


- Moja sytuacja materialna bardzo się poprawiła, od kiedy prowadzę własną działalność gospodarczą.


Przeciętny człowiek będzie rozumował: skoro on robi jakieś fiku-miku w gwiazdach, to powinien być bogaty.


- Kilka lat temu zaczynałem z niewielkim kapitałem giełdowym, więc nie pomnożyłem go do milionów. Z mojego horoskopu wynika - głupio to mówić - ale będę bardzo bogatym człowiekiem w wieku 70 lat i wyżej.


To z czego pan żyje?


- Prowadzę dwie firmy. Pierwsza to witryna Astrobiznes.pl, gdzie publikuję komentarze giełdowe.


I jak się na tym zarabia?


- Ludzie płacą abonament miesięcznie albo rocznie. W tych komentarzach piszę, co moim zdaniem może się na giełdzie wydarzyć, uzasadniam swoje prognozy, podaję wyniki.


I ile osób taki abonament opłaca?


- Ok. 150.


To całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że roczny abonament kosztuje 499 zł. I ta druga firma też się tym zajmuje?


- Nie, to jest zupełnie inna działalność, prowadzę ją za granicą i nie chciałbym o tym mówić.


Branża wróżbiarsko-astrologiczna jest warta w Polsce już ok. 2 mld zł i ponoć najczęściej korzystają z niej biznesmeni.


- Nie lubię słowa wróżbiarstwo. Zresztą jeśli jesteśmy w tej estetyce, to czy analityk giełdowy, który stosuje fale Elliotta albo linie wsparcia i oporu, nie jest wróżem? One przecież faktycznie nie istnieją. Analityk je rysuje i wyciąga wnioski - prawdziwe albo fałszywe. Wobec tego na giełdzie wszyscy jesteśmy wróżami.


Skąd u biznesmenów chęć zasięgania podobnego rodzaju porad?


- Myślę że dużo tutaj zrobił rok 2008 i kryzys finansowy. Inwestorzy bardzo mocno się przejechali na tradycyjnych prognozach. Później słyszałem opinie ekonomistów: nie mamy metod, aby przewidzieć takie kryzysy. To było coś niespodziewanego. Takie zdarzenia nazywa się czarnymi łabędziami - "black swan". To taki wypadek, który nie powinien mieć miejsca. Biznesmeni na Zachodzie są pragmatyczni. Jeśli coś działa, to wykorzystajmy to, zaróbmy na tym pieniądze. Klientami znanego astrologa Billa Meridiana byli szejkowie Abu Zabi oraz japońskie fundusze inwestycyjne.


Natomiast w Polsce ludzie się bardzo dużo się zastanawiają. Kiedy widzą zegarek, myślą: Hmm, jak to działa? Może lepiej go rozkręcę? Dla mnie cykle planet to giełdowy zegar, a jeśli kiedyś znajdę lepszy i skuteczniejszy system, to będę z niego korzystał.


Jeden z wiceprezesów KGHM miał ponoć problemy, bo za pieniądze koncernu korzystał z usług wróżki, która mu pomagała w decyzjach.


- Panowie znowu o tych wróżkach. Osoby, które rejestrują się na Astrobiznesie, robią to rzecz jasna pod nickami. Ale używają często firmowych adresów e-mail. Są wśród nich osoby, które zarządzają funduszami.

Zapraszają pana na rozmowy?


- Raczej dzwonią i konsultują swoje decyzje inwestycyjne. Traktują to jako dodatek do abonamentu.


To jest płatne?


- Nie. Z wieloma osobami z biznesu jestem zaprzyjaźniony. Po prostu rozmawiamy. Ja pytam, co oni sądzą na ten temat, oni pytają mnie, co ja myślę. Nie świadczę takich usług jak indywidualne porady inwestycyjne, bo jestem bardzo zajętym człowiekiem.


W pańskiej książce "Cykle planetarne na giełdzie" przeczytaliśmy, że o tym, czy ktoś ma predyspozycje do inwestycji na giełdzie, decyduje...


-...data urodzenia. Na jej podstawie jestem w stanie określić, który z panów ma lepszy profil psychologiczny, żeby inwestować. Kto jest bardziej zdyscyplinowany, kto jest bardziej odporny psychicznie.


Tylko z daty urodzenia?


- Potrzebuję znać dzień, miesiąc, rok i konkretną godzinę, a jeszcze lepiej minutę. Jak mama nie pamięta, można je znaleźć w biurze urodzin. Moja córka rodziła się prawie ze stoperem. Stałem pod salą i patrzyłem, która jest godzina.


Dlaczego?


- Żeby wyznaczyć jak najdokładniejszą godzinę tego pierwszego krzyku. To jest ten moment, kiedy rozpoczyna się horoskop.


Co jeszcze jest potrzebne?


- Miejsce urodzin. Astrologowie wyliczają horoskop, używając do tego specjalnego programu komputerowego, który pokazuje mapę nieba w momencie urodzin. Dlatego tak ważna jest ta dokładna godzina.


I na przykład taki Jan Kulczyk ma dobrą godzinę urodzin?


- Tego nie wiem. Ale można by to było sprawdzić. Ja sprawdzałem predyspozycje wielu dużych inwestorów giełdowych, badając pewne relacje między Księżycem i Marsem.


Na przykład?


- Był taki inwestor Nick Leeson. Położył bank Barrings, bo naraził go na stratę miliarda funtów. Kiedy spojrzałem na jego horoskop urodzenia, zauważyłem bardzo dużą skłonność do ryzyka.


Ten horoskop potwierdził, że był słaby?


- Nie tyle słaby, ile miał zbyt dużą tendencję do ryzyka. Staram się unikać żargonu astrologicznego, ale była tam koniunkcja Księżyca i Urana. Jest jeszcze inny inwestor, który ma bardzo podobny aspekt. Nazywa się John Meriwether. Położył na razie trzy fundusze inwestycyjne.


A na polskim rynku?


- Moją uwagę zwrócił Ryszard Krauze, który ma piękny aspekt: Jowisz w koniunkcji z Plutonem. Podobny aspekt ma Adam Góral, prezes Asseco [przejął Prokom od Krauzego].

I to tłumaczy, że zarabiają pieniądze?

- Planety nie zapewniają sukcesu. Jest to po prostu pewien potencjał. Predyspozycja, która może być wykorzystana później. Pewien atut.

To kto ma idealne predyspozycje?

- Bez fachowej terminologii?

Bez.

- W astrologii są cztery żywioły. Ogień, ziemia, powietrze i woda. Osoby, które mają przewagę żywiołu ziemi, odnoszą większe sukcesy na giełdzie. Osoby, które mają jeszcze domieszkę żywiołu ognia, są bardzo dobre w biznesie. I tak mogę w największym skrócie powiedzieć.

Kolega jest Baranem, czyli będzie dobry na giełdzie?

- Sam znak zodiaku to za mało. Jeśli ktoś jest Koziorożcem czy Baranem, to znak zodiaku odpowiada tylko za 6 proc. potencjału energetycznego jego horoskopu. Trzeba rozważyć położenie innych ciał niebieskich: Księżyca, Merkurego. Bada się, jaki znak akurat wschodził w danej chwili nad horyzontem, kiedy ktoś się rodził. I po zsumowaniu tego wszystkiego możemy na przykład powiedzieć, że mamy przewagę żywiołu ziemi.

A pan?

- Mam przewagę żywiołu powietrza i ognia. Czyli mam lepsze predyspozycje do biznesu niż do giełdy.

Przy zakładaniu firmy data też się liczy?

- Oczywiście. W USA niektóre duże spółki mają numerologów, biznesmeni podejmują decyzje, korzystając z porad astrologów. Na przykład holenderska astrolog Faye Cossar doradzała liniom KLM datę połączenia z Air France. Od pięciu tysięcy lat astrologia opiera się na tym, że są bardziej lub mniej korzystne układy planetarne do rozpoczynania określonej działalności. Można to porównać do prognozy pogody. Nie zaczynają przecież panowie budowy domu na mrozie...

Samo założenie firmy to przecież tylko czynność administracyjna

- Owszem. Ale na przykład moment jej oficjalnego otwarcia, zaproszenia pierwszych klientów - już nie. Na przykład w czasie pełni Księżyca przychodzi więcej ludzi. Są bardziej ożywieni, towarzyscy. Znajomy, który prowadził restaurację, zauważył, że w dniach pełni musi zamawiać więcej piwa, bo ludzie piją dwa razy więcej. I jedzą też dużo więcej. Na podstawie daty założenia firmy można ułożyć cały jej horoskop.

Co dzięki temu jesteśmy w stanie uzyskać?

- Już pierwszy rzut oka może nam powiedzieć, jakie będą jej słabe i mocne strony. Np. słabo położony Uran oznacza, że będzie kulała jej strona informatyczna lub firma nie będzie innowacyjna.

A skąd, do licha, w ogóle wiadomo, że Uran powoduje, że firma będzie miała problemy z informatyką??

- Unikam stwierdzenia, że Uran coś powoduje. A wiem to na podstawie obserwacji horoskopów wielu innych firm. Przejrzałem je bardzo dokładnie, bazuję też na badaniach amerykańskich astrologów. To wszystko da się wyliczyć statystycznie. I podkreślam jeszcze raz: nigdy nie twierdzę, że coś działa ze 100-proc. skutecznością. Mówię że przy określonych aspektach planet przedsięwzięcie będzie miało większe szanse powodzenia.

???

- Jest bardzo wiele reguł. Generalnie, żeby się wszystkie spełniły trzeba by czekać i 50 lat na odpowiednią datę. Czasami trzeba więc pójść na kompromis i powiedzieć: pal licho tę słabą stronę informatyczną...
Chyba że jest się Google'em...

- Najważniejsze, żeby przychodziło do nas jak najwięcej klientów. A klientów symbolizuje Księżyc w harmonijnych aspektach do Jowisza. Obie moje firmy zostały założone przy bardzo harmonijnych aspektach planet.

I pan tak wszystkie ważniejsze decyzje w życiu podejmuje, sprawdzając układ planet?

- Dzisiejsze spotkanie też było podjęte na tej podstawie. Nie umówiłem się piątego, tylko szóstego. I o godzinie 12, a nie o 15. Akurat dla mnie jest to lepsza data.

Bo?

- Każdy z nas ma, tak jak w biorytmach, lepsze i gorsze dni. I akurat ja w ten dzień mogę się lepiej zaprezentować.

A inne decyzje?

- Czasami dobrze jest poczekać kilka dni z rozpoczęciem czegoś. Ja życie planuję na kilkanaście lat do przodu. Mniej więcej wiem, które okresy są bardziej sprzyjające.

Na przykład?

- Wiem, że za dwa lata weźmiemy z żoną kredyt hipoteczny

Bo na podstawie swojego horoskopu ustalił pan, że branie teraz jakiś większych zobowiązań finansowych jest niekorzystne?

- Opieram się też na tym, że przez najbliższe kilka lat rynek mieszkaniowy będzie w spadkowej fazie. Nie ma sensu się teraz w to pchać, skoro ceny spadają. Ale za dwa lata będziemy w stanie wynegocjować dużo korzystniejszą cenę mieszkania i o wiele lepsze warunki kredytu. A za cztery lata będzie kolejna świetna okazja, żeby rozwinąć swój biznes - i podejmę działalność na bardzo dużą skalę i o nieco większym poziomie ryzyka. Być może fundusz inwestycyjny?

Przepraszam, ale czy jest pan wariatem??

- Nie, absolutnie. W życiu nikt mi czegoś takiego nie zarzucił. Astrologia finansowa, którą ja stosuję, jest oparta na wyliczeniach i na statystycznej weryfikacji wyników. I jeżeli panowie zastosują te same metody, dojdą do tych samych wyników. To spełnia kryteria naukowości.

Pan nas usiłuje przekonać, że to jest nauka. Ale przecież w PAN nie ma wydziału "astrologia finansowa".

- Wszystko przed nami. Ja jestem w stanie nawiązać dialog z każdym naukowcem statystykiem. Uczelnia, którą skończyłem, słynie z wysokiego poziomu ekonometrii i nauk statystycznych.

Nie powie pan, że nie spotyka się ze złośliwymi uśmieszkami

- Jest bardzo dużo sceptycyzmu, także wśród analityków giełdowych. Ale jestem przekonany, że kiedy zostanie napisanych kilka doktoratów na ten temat, wtedy ci sami analitycy powiedzą: "Od razu mówiliśmy, że coś w tym było".

Ale jakoś nikt tych doktoratów nie pisze.

- Tak naprawdę astrologia finansowa ruszyła z kopyta dopiero kilka lat temu, kiedy do określania położenia planet zaprzęgnięto komputery i napisano kilka programów, które w tym pomagają.
A na Zachodzie? Są jakieś prace naukowe?

- Bank Rezerwy Federalnej w Atlancie zlecił badania: jaki jest wpływ promieniowania kosmicznego na giełdę. I okazało się, że kiedy dociera na Ziemię wiatr słoneczny, czyli kiedy powstają zorze polarne, to wtedy na rynkach akcji są spadki.

Inwestując w oparciu o tę strategię, można poprawić wyniki inwestycyjne o 2,5 proc. rocznie. Mało? Ale tych zórz polarnych jest kilka rocznie.

Na niedawnej konferencji Polskiego Towarzystwa Astrologicznego wygłosił pan wykład "Prognozy gospodarcze dla Polski na lata 2011-30".

- Do niedawna myślałem, że ludzi bardziej interesuje giełda. Przygotowałem nawet taki wykres pokazujący, jak ładnie historyczne kursy akcji łączą się z układami planet. Ku mojemu zaskoczeniu większy jest jednak popyt na prognozy gospodarcze.

A propos giełdy - z tego, co nam pan tu pokazuje, wynika, że w 2011 i 2012 będzie jeszcze nieźle...

- Dołek na giełdzie czeka nas dopiero w 2015. Na tym kongresie przedstawiłem szereg zagrożeń. Zwróciłem uwagę na problem długu publicznego, który sięgnął już 800 mld zł.

Dług, demografia - to wszystko znamy. Bez planet.

- Owszem, to akurat wiemy. Ale czy rząd coś z tym zrobi? Teraz jest jeszcze względnie dobrze. A politycy nie mają motywacji, aby coś z tym zrobić. Premiera z letargu jest w stanie wyrwać tylko jakiś gwałtowny kryzys gospodarczy. Starałem się więc określić, kiedy on będzie.

I?

- Najbardziej mi pasuje wiosna 2014. Wyodrębniłem cykl gospodarczy Jowisza i Plutona. Zawsze kiedy te dwie planety są po przeciwnych stronach ekliptyki, w Polsce jest kryzys gospodarczy. Tak było w grudniu 1975, kwietniu 1988, maju 2001 i będzie w marcu 2014. Podejrzewam jednak, że już wcześniej sytuacja budżetu na tyle się pogorszy, że będzie widać pierwsze objawy kryzysu.

A zbliżające się wybory? Polityka? Wie pan: PiS, PO, PSL, SLD? To nie ma znaczenia?

- Cykle gospodarcze są niezależne od danych układów politycznych. Jeśli chodzi zaś o polityków, to pojawi się bardzo wielu populistów, bo w nadchodzącym czasie ludzie będą na nich bardzo podatni. Planeta Neptun weszła do znaku Ryb. To jest bardzo dobry moment dla osób, które obiecują gruszki na wierzbie.

I co będzie?

- Między kwietniem 2013 a kwietniem 2015 czeka nas wielka deregulacja gospodarki. Teraz biurokracja krępuje działalność przedsiębiorców, rząd podejmie drastyczne rozwiązania w tej kwestii.

Czyli co?

- Coś takiego jak ustawa Wilczka z 1988 r. - najbardziej liberalna ustawa gospodarcza w naszej historii.

A później?

- Deregulacja nie uzdrowi budżetu. Pierwszy naprawdę zrównoważony budżet będziemy mieć dopiero w 2029 r.

Smutne.

- Smutne.

Miejmy nadzieję, że nie będzie pan miał racji.

- Wystarczy poczekać. Przekonamy się, kto ma rację. Ja do niczego nie namawiam, nie przekonuję. U ludzi zawsze cenię zdrowy sceptycyzm. Naukowiec musi być sceptyczny.

Wojciech Suchomski rocznik 1973 - astrolog finansowy. Skończył finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim, jest też dyplomowanym tłumaczem angielskiego. Pracował w Lloyds TSB Bank w Wielkiej Brytanii, Banku Przemysłowym w Łodzi oraz jako analityk w firmie telekomunikacyjnej. Autor książki "Cykle planetarne na giełdzie. Tom I"

* Wojciech Suchomski, rocznik 1973 - astrolog finansowy. Skończył finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim, jest też dyplomowanym tłumaczem angielskiego. Pracował w Lloyds TSB Bank w Wielkiej Brytanii, Banku Przemysłowym w Łodzi oraz jako analityk w firmie telekomunikacyjnej. Autor książki "Cykle planetarne na giełdzie. Tom I"

No comments:

Post a Comment